piątek, 2 października 2015

Zaczęło się. Ludzie się wykruszają. Odjechała Zu ze swoimi dziewczynami, powoli ucieka reszta. I mimo tego, że wcale nie jadą daleko, to wiem, że z niektórymi więcej się już nie spotkam. Nie ma to jak wreszcie poczuć na własnej skórze tęsknotę za szkołą. Chociaż przyznam, że wcale nie lekceważyłam tego, co mówią inni o końcu szkoły. Wiedziałam, że tak będzie, że będę chciała wrócić jeszcze na trochę.
Równocześnie cieszę się, że sama będę w domu przez ten rok, to takie przedłużenie dzieciństwa. A zostaję z prostej przyczyny. Nie dostałam się na stomatologię i będę poprawiać maturę.  Jak na razie mam trochę za dużo wolnego czasu, ale do nauki też mnie nie ciągnie. A prawda jest taka, że uczę się więcej niż w zeszłym roku, tylko tego nie czuję. Może nie będzie tak źle i będę miała czas na rysowanie. W te wakacje miałam zamiar iść już na wszystko: architekturę, architekturę wnętrz, dietetykę, protetykę. Zostaję pomiędzy tym ostatnim, a stomą. Zobaczymy co to będzie.
A zima się zbliża wielkimi krokami i mam tylko nadzieję, że nie zapadnę w sen zimowy. Jak tak sobie przesiaduję w łóżku to senność mnie bierze i o 21 mogłabym spokojnie sobie chrapać. Ale pewnie i tak posiedzę do północy.
Ostatnio było zaćmienie księżyca. Wstawałam co godzinę i patrzyłam w niebo. W moim pokoju mogę obserwować księżyc nie ruszając się z łóżka. Był piękny, wyglądał zupełnie jak Mars. Próbowałam zrobić zdjęcie, ale dałam za wygraną i tylko patrzyłam. Już miałam zostawić ten widok tylko dla siebie, ale przed 5 pękłam i poszłam obudzić rodzinkę. Nie udało mi się dodzwonić do Pe, a chciałam mu dać ten widok w prezencie. Trudno, poczekam jeszcze 30 lat.
Jutro wyjeżdżam z M. za Opole, odwiedzić Zu i dziewczyny. Mamy tam iść na jakąś imprezę, a tak się zabawnie złożyło, że A. i Pina będą studiować w Opolu, więc pójdą z nami. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego po prostu wesoły weekend. A za tydzień Londyn. 4 dni z bagażem podręcznym, ale to nic, w porównaniu z gimnazjalnym wyjazdem do Londynu. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z przyjmowaniem ludzi do takiego syfu. Na szczęście tym razem nie muszę się martwić o bałagan, wróć, korniki i pleśń (srsly).
Wczoraj próbowałam zdobyć ubezpieczenie i zarejestrować się jako bezrobotna. Ale niestety, wraz z obowiązkami "dorosłego człowieka" przyszło mi się zderzyć z jakże cudownym systemem. O tym, żeby ktoś odebrał telefon można tylko pomarzyć. A po 40 minutowym docieraniu do urzędu dostałam tylko wniosek, bo skończyły się numerki dla oczekujących. Wspaniale. Wcześniej podjęłam próbę chodzenia do szkoły policealnej na Opiekuna Medycznego, ale nie urządzają mnie obowiązkowe praktyki tuż przed maturą. Ten rok nie jest na dodatkowe zmartwienia. Za to jest na matmę, którą zaczynam za 10 minut! 


piątek, 25 września 2015

Początki

Nie myślałam, że jeszcze kiedyś założę bloga. Okazało się jednak, że nie przezwyciężę tej "odwiecznej" dla mnie potrzeby i - oto jestem. 
Może to kwestia tego, że słabo mi idzie dobieranie słów gdy mówię. Tu wszystko mogę poprawić, doprowadzić do takiej formy, jaką faktycznie chcę. Poza tym skończyłam szkołę, a siedząc rok w domu często bez możliwości wygadania się komuś, będę musiała pisać. O tym roku przerwy może kiedy indziej.
Ogólnie ostatnio dużo się dzieje i jestem tu między innymi dlatego, że nie potrafię powiedzieć wprost tego, co myślę o tym wszystkim. Znasz to uczucie, kiedy musisz dużej ilości osób o czymś opowiedzieć i zapytać o radę, a kiedy chcesz powiedzieć co właściwie o tym myślisz, to brakuje słów?

Ostatni tydzień był szalony i dużo musiałam/chciałam opowiadać. Możę spróbuję Ci to przedstawić. 
W piewszej klasie liceum zakochałam się w "A". Właściwie to chyba z wzajemnością, ale oboje byliśmy zbyt nieśmiali, żeby coś z tym zrobić, i skończyło się na niczym. Przez prawie cały rok strasznie się z tym użerałam, do tego stopnia, że zaczęłam dostawać krwotoków z nosa, kiedy siedziałam przed komputerem (XD).  Widywałam go z innymi dziewczynami, słyszałam różne ciekawe historie itd. No ale wreszcie nadszedł luty. Postanowiłam coś zrobić z tym wszystkim, bo naprawdę miałam już dość snucia się i odwracania głowy w szkole. Znalazłam sobie Pe. I z Pe jestem do dziś. Właśnie czekam aż do mnie przyjedzie.
Minęło 2,5 roku. Sytuacja z A zmieniała się i krążyła w okół nienawiści, obojętności i czasem nawet kumplostwa. Było mi wszystko jedno, nie wracałam zbytnio myślami do pierwszej klasy. No może tylko po to, żeby pośmiać się z innymi. Po maturze moja klasa zorganizowała sobie ognisko. Kiedy już wszyscy byli pijani, A jakoś dziwnie przekonał się do mnie. Zachowywał się tak jak nigdy, jak dobry kolega. Długo się zastanawiałam, co mu przyszło do głowy, ale Zu stwierdziła, że nie chce pewnie wyciągać szkolnych brudów, kiedy już po wszystkim. 
Tydzień temu w czwartek, już wiedziałam o co chodzi. A właściwie to nie do końca. Dowiedziałam się, że dalej coś do mnie czuje i dostałam do zrozumienia, że chciałby czegoś ode mnie, jeśli nie teraz, to ma nadzieję że kiedyś nasze drogi jezcze się zejdą. Alkohol zrobił swoje i nie zbyłam go. Tej nocy powiedział dużo rzeczy, których nie powinnam była wiedzieć. I zachowywał się zupełnie nie tak, jak powinien. W rezultacie dostałam 3 dni załamki i wszystkiego co najgorsze. Ale przeszło mi. Zwykły, głupi sentyment. I teraz znów przekonałam się, że jest nic niewart. Po paru dniach przestał się odzywać. Poza tym, dowiedziałam się, że "kocha" jeszcze wiele innych dziewczyn. Ale szczerze - zaczęło się dramatem, a wyszła z tego komedia. Powtórka z rozrywki. 

Własciwie nie wiem, czemu napisałam to już na wstępie, ale czuję się trochę lżejsza. Następnym razem będzie lepiej. A na razie uciekam - zaraz będzie Pe :).