piątek, 25 września 2015

Początki

Nie myślałam, że jeszcze kiedyś założę bloga. Okazało się jednak, że nie przezwyciężę tej "odwiecznej" dla mnie potrzeby i - oto jestem. 
Może to kwestia tego, że słabo mi idzie dobieranie słów gdy mówię. Tu wszystko mogę poprawić, doprowadzić do takiej formy, jaką faktycznie chcę. Poza tym skończyłam szkołę, a siedząc rok w domu często bez możliwości wygadania się komuś, będę musiała pisać. O tym roku przerwy może kiedy indziej.
Ogólnie ostatnio dużo się dzieje i jestem tu między innymi dlatego, że nie potrafię powiedzieć wprost tego, co myślę o tym wszystkim. Znasz to uczucie, kiedy musisz dużej ilości osób o czymś opowiedzieć i zapytać o radę, a kiedy chcesz powiedzieć co właściwie o tym myślisz, to brakuje słów?

Ostatni tydzień był szalony i dużo musiałam/chciałam opowiadać. Możę spróbuję Ci to przedstawić. 
W piewszej klasie liceum zakochałam się w "A". Właściwie to chyba z wzajemnością, ale oboje byliśmy zbyt nieśmiali, żeby coś z tym zrobić, i skończyło się na niczym. Przez prawie cały rok strasznie się z tym użerałam, do tego stopnia, że zaczęłam dostawać krwotoków z nosa, kiedy siedziałam przed komputerem (XD).  Widywałam go z innymi dziewczynami, słyszałam różne ciekawe historie itd. No ale wreszcie nadszedł luty. Postanowiłam coś zrobić z tym wszystkim, bo naprawdę miałam już dość snucia się i odwracania głowy w szkole. Znalazłam sobie Pe. I z Pe jestem do dziś. Właśnie czekam aż do mnie przyjedzie.
Minęło 2,5 roku. Sytuacja z A zmieniała się i krążyła w okół nienawiści, obojętności i czasem nawet kumplostwa. Było mi wszystko jedno, nie wracałam zbytnio myślami do pierwszej klasy. No może tylko po to, żeby pośmiać się z innymi. Po maturze moja klasa zorganizowała sobie ognisko. Kiedy już wszyscy byli pijani, A jakoś dziwnie przekonał się do mnie. Zachowywał się tak jak nigdy, jak dobry kolega. Długo się zastanawiałam, co mu przyszło do głowy, ale Zu stwierdziła, że nie chce pewnie wyciągać szkolnych brudów, kiedy już po wszystkim. 
Tydzień temu w czwartek, już wiedziałam o co chodzi. A właściwie to nie do końca. Dowiedziałam się, że dalej coś do mnie czuje i dostałam do zrozumienia, że chciałby czegoś ode mnie, jeśli nie teraz, to ma nadzieję że kiedyś nasze drogi jezcze się zejdą. Alkohol zrobił swoje i nie zbyłam go. Tej nocy powiedział dużo rzeczy, których nie powinnam była wiedzieć. I zachowywał się zupełnie nie tak, jak powinien. W rezultacie dostałam 3 dni załamki i wszystkiego co najgorsze. Ale przeszło mi. Zwykły, głupi sentyment. I teraz znów przekonałam się, że jest nic niewart. Po paru dniach przestał się odzywać. Poza tym, dowiedziałam się, że "kocha" jeszcze wiele innych dziewczyn. Ale szczerze - zaczęło się dramatem, a wyszła z tego komedia. Powtórka z rozrywki. 

Własciwie nie wiem, czemu napisałam to już na wstępie, ale czuję się trochę lżejsza. Następnym razem będzie lepiej. A na razie uciekam - zaraz będzie Pe :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz